Czy masz w swojej kolekcji perfumy o złej opinii? Czyli takie, które mają złe recenzje i niskie oceny, a na forach i grupach nie zostawia się na nich suchej nitki.

Jeśli tak, to gratuluję. Serio.

Spotykam czasem w perfumowych zakątkach Internetu wypowiedzi zaczynające się od mniej więcej takich słów: „Może się nie znam, ale…”. W skrócie chodzi w nich o to, że podmiot liryczny lubi dany zapach, ale cierpi na dysonans poznawczy, bo omawiane pachnidło ma złe recenzje, niskie oceny na Fragrantice, albo ktoś (brzydko mówiąc) zjechał je na grupie.

Skromność czy potrzeba walidacji? I jeśli to drugie, to dlaczego?

Perfumy o złej opinii

Dlaczego niektórym nie wystarcza przyjemność z rozmawiania o perfumach, tylko muszą mieć rację?

Nie to ładne, co ładne…

Wszak perfumy to taki wynalazek, który nie jest ładny, kiedy jest ładny, ale kiedy się komuś podoba. To, że na każdym pachną inaczej i u każdego budzą inne odczucia, to dla mnie jedna z największych ich zalet. Przecież właśnie dzięki temu można spędzić godziny na inspirujących rozmowach i wymianie wrażeń. Po co rezygnować z tego na rzecz narzucania innym swojego zdania?

W sieci jednak nie brakuje wiedzących najlepiej, którzy głoszą swe prawdy objawione: „Ten zapach jest beznadziejny, płaski, wstyd. 2/10”. Inni wszystkowiedzący oczywiście wchodzą z nimi w zacięte dyskusje. Zupełnie tak, jakby było się o co kłócić — a nie ma, bo przecież nikt tu nie może mieć racji. Może mieć tylko swoje zdanie.

To Ty wiesz najlepiej, jaki zapach jest dla Ciebie najlepszy. Ty wiesz, czy pachnie na Tobie ładnie i czy czujesz się w nim dobrze. A coś takiego jak najlepsze perfumy nie istnieje. Kropka.

Perfumy o złej opinii

Chanel Gabrielle to zapach, o którym trudno przeczytać coś dobrego w sieci, a mnie się podoba.

Czy blogerzy wiedzą lepiej?

I tak, i nie.

Perfumowi blogerzy, vlogerzy i influencerzy wszelkiej maści mogą mieć większe obycie w świecie perfum niż Ty, mogą znać więcej zapachów i mieć większe doświadczenie w doborze perfum. Mogą znać się lepiej na składnikach perfum i procesie ich tworzenia, albo na kulturowym kontekście, w którym pachnidła są osadzone. Ale to i tak nie znaczy, że wiedzą lepiej, który zapach będzie dla Ciebie najlepszy — mogą Ci tylko podpowiedzieć, które ich zdaniem warto spróbować.

Jest wiele wartościowych blogów, prowadzonych przez ludzi z pasją, którzy po prostu dzielą się nią z innymi — chcą zaciekawić i zainspirować, wejść w dialog, a nie tylko zademonstrować swoje zdanie. Opowiadają o perfumach, zamiast wystawiać im nieomylne noty. Z pewnością znasz Sabbath of Senses czy Edpholiczkę, może znasz już Charliego z CharlieNose? To tylko kilka przykładów blogów, na które sama chętnie zaglądam i poznaję opinie ich autorów.

Ale nie przyszłoby mi do głowy, że muszę się z nimi zgadzać. Że ktokolwiek musi.

Perfumy o złej opinii

Do Dior Poison Girl z początku sama nie mogłam się przekonać, a teraz często go noszę i nie przeszkadza mi, że w sumie to nawet… nie pasuje do reszty mojej kolekcji. Czuję się w nim dobrze.

Racja jest jak…

Pewnie są ludzie, którzy oceniają innych po flakonach i patrzą z góry na wszystkich, którzy pachną Invictusem, Sauvagem, La Vie Est Belle, Black Opium czy dowolnym innym bestsellerem, który nie siadł samozwańczym znawcom z Internetu. Niech patrzą,  jeśli to im potrzebne, by poczuć się ze sobą dobrze. A Ty się nimi nie przejmuj — i wszyscy będą zadowoleni. Na szczęście większość negatywnych opinii to tylko opinie na temat perfum, nie na temat osób, które ich używają.

Wiem, że to i tak może być przykre: czytać o swoich ulubionych perfumach, że są sztuczne, słodkie aż mdli, albo że przypominają odświeżacz do toalety. Jeśli czujesz się w jakimś zapachu dobrze, noś go. A kiedy ktoś napisze o nim źle, przypomnij sobie film Big Lebowski i przywołaj w pamięci słynny cytat: That’s just like, your opinion, man. 

 

A Ty Przejmujesz się negatywnymi opiniami na temat perfum, które lubisz? Jak ważne jest dla Ciebie zdanie innych?