Nasomatto Nudiflorum swoją nazwę bierze od odmiany jaśminu — nudiflorum znaczy nagokwiatowy. I ta nazwa świetnie do niego pasuje.

W Nudiflorum są i kwiaty, i nagość — nagość rozgrzanej skóry. To symfonia spleciona z nut kwiatowych, drzewnych i piżmowych.

Początek jest szorstki i mocny. Czuć w nim grubą, mięsistą skórę i chropowatą, gorzkawą zieleń, która kojarzy mi się z nie do końca dojrzałymi orzechami włoskimi — takimi, których skórka jest jeszcze jasna i miękka. Coś podobnego wyczuwam momentami w Orto Parisi Seminalis. I może nie brzmi to zachęcająco, może jest trudne (bo trochę jest), ale czaruje i nęci. Odpycha i przyciąga.

Później już tylko przyciąga…

Nasomatto Nudiflorum

Nudiflorum znaczy nagokwiatowy. To odmiana jaśminu o drobnym, żółtym kwieciu, który kwitnie jesienią i zimą do pierwszych większych mrozów. Nagie kwiaty pod śnieżną pierzyną, czy to nie poruszający obraz?

Skóra, jaśmin, puder i piżmo

Z czasem Nudiflorum łagodnieje, pojawiają się w nim bujne białe kwiaty z jaśminem na czele. Z jaśminem, który jest zmysłowy i cielesny, ale nie dusi. Tradycyjnie już, twórca — Alessandro Gualtieri — nie podaje nut, ale można zgadywać, że jest tu też kwiat pomarańczy, a w miarę rozwoju kompozycji pojawia się więcej i więcej piżma. Te dwa składniki razem przywodzą na myśl sensualne niuanse Narciso Rodriguez For Her edt. Całość przyprószona jest słodkawym pyłem, który najbardziej kojarzy mi się z fasolą tonką. W bazie, w wielogodzinnym śladzie perfum, czuć też wytrawne, ale jasne nuty drzewne.

Nasomatto Nudiflorum

W Nasomatto Nudiflorum czuć i kwiaty (m.in. jaśminu), i skórę. Z początku szorstki, mięsisty materiał. Później ciepłe, miękkie ciało, jakby dopiero zbudzone ze snu.

Miłosna mapa niedoskonałości

Kiedy zamknę oczy, myślę o ciepłej ludzkiej skórze o poranku. Z jej ciepłym, leniwym aromatem sennych marzeń, ale i z chropowatą powierzchnią, z gęsią skórką i drobnym meszkiem ledwie dostrzegalnych włosków. To nie jest gładka, wypielęgnowana i wygładzona Photoshopem skóra. To skóra prawdziwa, idealna w swojej nieidealności. Nie pachnie tylko pudrem i kremem, pachnie człowiekiem. To czyni ją wyjątkową, rozczula i zachwyca — tak jak krajobraz niedoskonałości: piegów, pieprzyków i drobnych blizn na ciele ukochanej osoby budzi czułość, zamiast budzić odrazę. Bo splata się w niezwykłą, jedyną w swoim rodzaju miłosną mapę.

Tak Nasomatto Nudiflorum z całą swoją skórzaną, drzewną, orzechową dziwnością w otoczce przyjemnych kwiatów i piżma buduje olfaktoryczną konstrukcję, w której nie ma harmonii, ale jest piękno. Piękno nietuzinkowe, piękno charakterne, nie łatwa ładność wycięta z szablonu lub wyczarowana przez skalpel, jak u jednakowych ślicznotek na kolorowych okładkach magazynów.

Nasomatto Nudiflorum

Kompozycja rozwija się spokojnie, łagodnieje z czasem. Staje się mniej chropowata, ale nigdy całkiem gładka. Subtelne dysonanse dodają jej tylko uroku.

Jeszcze 5 minut…

Kompozycja ewoluuje spokojnie, nie ma w niej zaskakujących zwrotów akcji ani zmian tempa. Osiada na skórze, układa się na niej wygodnie i trwa długie, długie godziny. Jak wszystkie pachnidła Nasomatto, Nudiflorum to ekstrakt perfum. Jego trwałość jest imponująca, czuć go po wieczornym prysznicu, a nawet następnego poranka. Pozostawia rozkoszny aromat w miękkiej pościeli, w który wtula się z przyjemnością, by przeciągać się jak kot i dłużej niż zwykle odkładać decyzję o wstaniu z łóżka na później.

Nasomatto Nudiflorum

U mnie jest miłość. Czas pokaże, czy zakochanie przerodzi się w trwałe uczucie. Choć przyznaję, że chwilami zastanawiam się już, czy to ten, czy może odnalazłam swój signature scent?

Czy to już signature scent?

Zakochałam się w tym zapachu od pierwszego powąchania. Kiedy kupiłam próbkę, nosiłam go dzień w dzień dwa tygodnie — a rzadko zdarza mi się zostać z jednym zapachem na dłużej niż trzy, cztery dni. W końcu do mojej kolekcji dołączył zgrabny, minimalistyczny flakon zwieńczony masywnym drewnianym korkiem. Przez kolejne dwa tygodnie podchodziłam do niego nieśmiało, jakby z obawą, że czar pryśnie. Ale nie prysnął, a ja nadal nie mogę mu się oprzeć.

Czy to może być ten mityczny signature scent? Czas pokaże, na razie cieszę się zauroczeniem, jakie nie przytrafiło mi się od czasów Grand Soir Kurkdjiana.

 

Nos: Alessandro Gualtieri

Rok: 2018

 

A Ty w jakim zapachu zakochałaś się ostatnio? Znasz już Nasomatto Nudiflorum?