Rok po debiucie Cartier La Panthère na rynku pojawiła się subtelniejsza wersja tego szykownego szypru — Légère. Jest równocześnie delikatniejsza i bardziej przystępna, ale i bardziej cielesna.

Cartier La Panthère Légère rzeczywiście jest lżejsza. Mniej słodka, ale i mniej szyprowa. Więcej w niej za to kwiatów i… zmysłowości. Ta odsłona Pantery ma w sobie taką cielesność jak niektóre perfumy Narciso Rodrigueza. Czuć w niej zapach rozgrzanej, pokrytej drobnymi kropelkami świeżego potu skóry. Coś w tym  nieprzyzwoitego z jednej strony, a bardzo swojskiego z drugiej. Klasyczna Pantera trzymała na dystans — ta pozwala podejść bliżej, pozwala posmyrać ją po grzbiecie, podrapać po kocim brzuchu.

Cartier La Panthère Légère

Cartier La Panthère Légère to przystępniejsza wersja Cartier La Panthère. Jest w niej więcej kwiatów i piżma, mniej słodyczy i szyprowego pazura.

Pantera poszukująca

Jak to jest, że La Panthère Légère wydaje mi się równocześnie bardziej przystępna i bardziej  niegrzeczna? Jest bardziej beztroska i bardziej rozbrykana. Ma w sobie młodzieńczą frywolność, z której La Panthère już wyrosła. Nie jest tak szykowna ani tak zdystansowana — wciąż szuka swojego stylu i swojej drogi, zupełnie jakby chciała spróbować wszystkiego, zanim zdecyduje się na minimalizm. Zanim wybierze czerń, jedwabne koszulki nocne i drobną złotą biżuterię, nosi luźne sukienki boho, śpi w szortach chłopaka albo nago i nosi sznury kolorowych koralików. Czasem pije wytrawne wino do papierosa, czasem pije zielone koktajle i unika glutenu.

Jest intrygująca i zaintrygowana — całym światem.

Cartier La Panthère Légère

Ta odsłona Pantery ma w sobie cielesną, trochę brudną nutę, która może niektórych drażnić. Ale jeśli lubisz zmysłowość perfum Narciso Rodrigueza, powinna Ci się spodobać.

Buszując w dusznych kwiatach

W Cartier La Panthère Légère pierwsze skrzypce gra gardenia, lecz nie jest tak kremowa jak w La Panthère. Między płatkami czuć przestrzeń, a na ich powierzchni połyskują kropelki porannej rosy. Prócz niej czuć jej tahitańską siostrę — tiare, obok nich duszny jaśmin i delikatną, bladą różę. Choć w składzie wymieniono wiele nut owocowych, u mnie schodzą na drugi plan. Są mniej wyraźne i mniej słodkie niż w klasyku. Mniej wyrazisty jest też mech dębowy, który ustępuje nieco miejsca piżmu. W bazie czuć jeszcze chropowatą, ale nienarzucającą się skórę.

 

Kompozycja jest dość linearna, dość dobrze wyczuwalna — i trwała. Nie tak głośna i dominująca jak La Panthère, o wiele łatwej ją oswoić. W recenzji Pantery pisałam, że czuję, że to jeszcze nie jest zapach dla mnie, że muszę do niej dojrzeć. Za to La Panthère Légère leży jak ulał, nawet na co dzień do jeansów i luźnego beżowego swetra.

 

Nuty głowy: nuty zielone, suszone owoce, bergamotka, gruszka, mandarynka
Nuty serca: gardenia, gardenia tahitańska (tiare), jaśmin, róża, ylang-ylang, brzoskwinia, aldehydy
Nuty bazy: piżmo, mech dębowy, paczula, skóra, irys

Nos: Mathilde Laurent

Rok: 2015

 

Która z wersji Cartier La Panthère podoba Ci się bardziej, klasyczna czy Légère? A może jeszcze inny zapach z tej linii?