Carven Ma Griffe

w kategorii

Jednym z moich postanowień na ten rok było poznać Ma Griffe, pierwsze perfumy marki Carven, których historia sięga już niemal 70 lat wstecz. Choć jeszcze niedawno były przykryte sporą warstwą kurzu, w 2013 roku podarowano im nowe życie.

Przepiękną buteleczkę nowej wersji zapachu otrzymałam w prezencie od mojej mamy, która zresztą sama bardzo chciała go poznać, a dzięki uprzejmości Moniki z perfumerii Das Parfum Klima miałam przyjemność przetestować oryginał.

Moje pierwsze starcie z tymi perfumami zakończyło się grymasem na twarzy i wyrzuceniem blottera do kosza. Drugie niewiele lepiej, psiknęłam dwa razy w zgięcie łokcia i szybko poszłam się umyć. Ale trzy razy sztuka: po kąpieli, jeszcze tego samego dnia, spróbowałam Ma Griffe ponownie. Odważnie, bo spryskałam się za uszami, na nadgarstkach i na dekolcie. Tym razem mnie oczarował i odtąd regularnie po niego sięgam.

Carven Ma Griffe na tle wiersza Haliny Poświatowskiej.
Carven Ma Griffe na tle wiersza Haliny Poświatowskiej.
Carven_Ma Griffe 2
Podobno były to ukochane perfumy tej poetki.

Zapach w biało-zielone pasy

Ma Griffe to szyprowo-kwiatowe perfumy stworzone w 1946 roku. Rok po otworzeniu domu mody Carven przez Carmen de Tommaso, znanej szerzej w świecie mody jako Madame Carven. Warto ją wspomnieć choćby dlatego, że zaczęła projektować z myślą o kobietach postury odmiennej od postury modelek, drobnych jak ona sama. Jej modowym podpisem była rozkloszowana sukienka bez rękawów, w talii wąska i ozdobiona dwiema kokardami, w charakterystyczne zielono-białe pasy. Ta sukienka nazywała się Ma Griffe, tak samo jak perfumy, których pudełeczko również zdobił (i nadal zdobi) ten deseń. Bezbłędnie, bo biel i zieleń to kolory tych perfum.

Ma Griffe to zieleń mchu i biel płatków gardenii. To zieleń młodego lasu, skąpanego w białej mgle. To szypr i aldehydy. Zarówno w oryginale, jak i w najnowszej interpretacji. Nowe Ma Griffe mają początek nieco bardziej mydlany i gorzki, goryczą cytrusowej skórki. Pierwowzór jest łagodniejszy i miększy, jaśniej zielony, choć finalne nuty otwarcia wybrzmiewają dość cierpko. Oba są niezwykle eleganckie w sercu, zdystansowane i chłodne, ale nie brak im swoistej zmysłowości. Przytulają się do skóry poduszeczką ciemnego mchu, głaszczą aksamitem białych płatków, a w końcu intrygują żywicznym szeptem. Klasyk jest odrobinę subtelniejszy. Trzyma się bliżej skóry niż nowa wersja, która wyczuwalna jest na odległość ramienia. Jest też trochę mniej trwały (w moim przypadku 5-6 zamiast 6-7 godzin).

Biała koszula, czerwona szminka i Ma Griffe. Zestaw idealny.
Biała koszula, czerwona szminka i Carven Ma Griffe. Zestaw idealny.

Podpis pazurem

„Ma griffe” można przetłumaczyć z francuskiego jako „mój pazur”, ale też jako „mój podpis”. Oba znaczenia dość dobrze wyrażają naturę tego zapachu, ale dopiero ich połączenie oddaje w pełni jego sedno. Bo Ma Griffe to nie stereotypowy drapieżny, lubieżny, orientalny pazur. To też nie zamaszysty podpis, zaznaczający terytorium jego autorki. To wydrapane na parkowej ławce albo korze drzewa drobnymi literami imię — ukradkiem, przez dziewczynę, po której na pierwszy rzut oka nikt by się tego nie spodziewał. To zapach damy, ale z charakterkiem. Kojarzysz piosenkę „The Lady is a Tramp”, niedawno z gracją przypomnianą przez Tony’ego Bennetta i Lady Gagę? Opowiada właśnie o kimś takim.

 

Carven Ma Griffe 1946 vs. 2013

Ten charakterek szczególnie dobrze oddaje najnowsza wersja zapachu. Jest prostsza, ale  więcej w niej przestrzeni i goryczy. Tymczasem oryginał jest bogatszy, bardziej pluszowy (i nie mam tu na myśli pluszowego misia, a aksamitne obicia starych mebli). Znacznie więcej jednak je łączy niż dzieli i muszę przyznać, że nowe Ma Griffe to świetna wersja klasyka, doskonale skrojona na miarę naszych czasów. Nie oznacza to, że schlebia masowym gustom — od tego jest bardzo daleka, bo to wciąż zapach dość trudny, odmienny od zalewających perfumeryjne półki mieszanek „cukru, słodkości i różnych śliczności”.

Wersja z 1946 roku
Nuty głowy: aldehydy, gardenia, nuty zielone, asafetyda, szałwia, cytryna

Nuty serca: irys, korzeń irysa, kwiat pomarańczy, jaśmin, ylang-ylang, konwalia, róża
Nuty bazy: labdanum, drzewo sandałowe, cynamon, piżmo, benzoina, mech dębowy, wetiweria, styraks
Nos: Jean Carles (perfumiarz cierpiący na anosmię, który mimo swojej skrywanej przypadłości stworzył dzieła takie jak Miss Dior, Shocking dla Elsy Schiaparelli czy właśnie Ma Griffe)

Wersja z 2013 roku
Nuty głowy: bergamotka, cytryna, gardenia
Nuty serca: jaśmin, drzewo sandałowe, róża, ylang-ylang
Nuty bazy: wetiweria, piżmo, bób tonka

 

Perfumy Poświatowskiej

Jak dowiadujemy się z książki Katarzyny Karaskiewicz Halina Poświatowska w zwierciadle swojej kobiecości, Ma Griffe był ulubionym zapachem mojej ukochanej poetki — tytułowej Haliny Poświatowskiej. Choć znam ją tylko z przeczytanych biografii i jej własnej twórczości, nie dziwi mnie, że te wyjątkowe perfumy przypadły jej do gustu. Sądzę, że doskonale oddają jej charakter kobiety kruchej i silnej zarazem, duszy skomplikowanej i rozmiłowanej w prostocie, słabego serca kochającego życie z samobójczym wręcz uporem…

Halina Poświatowska, Manhattan, sierpień 1959. Źródło: Kalina Błażejowska, "Uparte serce".
Halina Poświatowska, Manhattan, sierpień 1959. Źródło: Kalina Błażejowska, Uparte serce.

„Odkąd cię poznałam, noszę w kieszeni szminkę,
to jest bardzo głupie nosić szminkę w kieszeni,
gdy ty patrzysz na mnie tak poważnie, jakbyś
w moich oczach widział gotycki kościół. A ja nie
jestem żadną świątynią, tylko lasem i łąką — drżeniem
liści, które garną się do twoich rąk. (…)”

Halina Poświatowska


Komentarze

6 odpowiedzi na „Carven Ma Griffe”

  1. Wpis mnie zainteresował i zaintrygował…. Chyba się skuszę… ;)

    1. Polecam. :) Jest inny od większości popularnych perfum, na początku trochę szorstki, ale da się lubić (a nawet kochać).

  2. Awatar Kath Leen
    Kath Leen

    Poświatowska, towarzyszy mi od zawsze…wypełnia mnie od zawsze…jest mną…zmarła chwilę po moim urodzeniu…nie wyobrażam sobie życia bez jej twórczości…skoro Ma Griffe był ukochanym zapachem Poświatowskiej, nie może go zabraknąć wśród mojej kolekcji…jest piękny, aldehydowy z gorzko zieloną nutą, wytrawny, mało przystępny…jak moje życie…

    1. Mi też towarzyszy „od zawsze”. Nie potrafię przypomnieć sobie, że tak to ujmę, życia przed Poświatowską. Nie pamiętam pierwszego jej wiersza, który przeczytałam, ani roku kiedy to się wydarzyło. Może w szkole podstawowej, bo już we wczesnej adolescencji się nimi zaczytywałam? W każdym razie, tak całkiem na dobre rozkochała mnie w sobie swoją prozą i listami. Swoim patrzeniem na świat, ciętym językiem i poczuciem humoru. Ja z kolei urodziłam się dwie dekady po jej śmierci, ale jej utwory się nie zestarzały wcale a wcale. Czytam jak równolatkę (no, chyba że to ja jednak jestem duszą z innej epoki, co też jest niewykluczone)…

      Perfumy, cóż… Od chwili, gdy ich spróbowałam, nosiłam je coraz częściej i częściej, coraz częściej też słysząc, że do mnie pasują. Traktuję to jak komplement i chyba na tę chwilę to po Ma Griffe najczęściej sięgam. ;)

      1. Awatar Kath Leen
        Kath Leen

        nowej wersji nie znam, tylko starszą, klasyczną, z przyjemnością podzielę się…sięgam ręką i natrafiam na maleńki flakonik perfum :)

        1. Ja się chętnie podzielę nową. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *