Lanvin Eclat d’Arpège

w kategorii

Wciąż kwitną bzy, a nieustający w swej sile wiatr sprawia, że ich zapach pięknie unosi się w powietrzu. I dzisiaj będzie o bzach, zamkniętych w zapachu Lanvin Eclat d’Arpège.

O perfumach, które wcale nie są nowe, ale ja tej wiosny odkryłam je na nowo. Nie są niszowe, drogie ani trudno dostępne. W zasadzie nie są też szczególnie popularne, bo próżno szukać ich na listach bestsellerów, choć pewnie większość z nas kojarzy przynajmniej ich flakonik — i może dlatego w mojej pamięci przykryła je warstewka kurzu.

To był maj…

Dawno temu miałam miniaturę tego zapachu i w zasadzie wszystko byłoby między nami dobrze, gdyby nie to, że w ciągu godziny zapach znikał z mojej skóry. Choć mi się podobał długo do niego nie wracałam przez tę mierną trwałość. Ale stało się: niedawno trafiła do mnie kolejna miniatura tych perfum, dostałam ją w prezencie. Z pierwszymi promieniami wiosennego słońca dałam jej wreszcie szansę. Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że tym razem Eclat d’Arpège towarzyszył mi około 9 godzin!

Lanvin Eclat d'Arpege recenzja
Lanvin Eclat d’Arpège to perfumy dla wszystkich, którzy kochają pierwsze ciepłe dni wiosny.

To perfumy dla wszystkich, którzy kochają pierwsze ciepłe dni wiosny. Ten czas, kiedy spragnioną ciepła skórę ogrzewa coraz mocniejsze słońce, ale studzi chłodny wiatr. Powoli rozkwitają drobne kwiaty bzu, gałązki stają się coraz cięższe i zaczepiają przez płot przechodniów, upajając swoim aromatem.

 

Bez au naturel

To zapach linearny, brak w nim dramatycznych zwrotów akcji. Zresztą, nie znajdziemy w nim nawet i tych niedramatycznych. Te perfumy nie są wyraziste, nie są wyrafinowane. To po prostu bez, ocieplony osmantusem i ochłodzony cedrem. Bez, na którym osiadło parę kropli wiosennego deszczu. Bez niemęczący, naturalny. Świeży, rześki, przyjazny. Bez od początku do końca. Trzyma się raczej blisko skóry, nie sięga dalej niż na odległość ramienia.

Lanvin Eclat d’Arpège to zapach z tej samej kategorii, co Bvlgari Omnia Crystalline (edt) czy DKNY Pure. Jest czysty, świetlisty, kobiecy, ale chłodny i niezobowiązujący, casualowy. To perfumy do zwiewnych kwiecistych sukienek, bawełnianych białych koszul, delikatnych balerinek z malutką sznurkową kokardką na czubku. Dziewczęce, ale nie infantylne.

 

Nuty zapachowe: lilak, wisteria, kwiat brzoskwini, chiński osmantus, libański cedr

Twórca: Karine Dubreuil

Rok: 2002

 

Lubisz perfumy o zapachu bzu? Jak podoba Ci się ten bzowy klasyk?

 


Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *