Agent Provocateur L’Agent

w kategorii

Agent Provocateur L’Agent kupiłam w ciemno. Przeczytałam gdzieś komentarz, że tak właśnie powinna pachnieć Morticia Addams. Odpakowałam, psiknęłam, powąchałam… Rzeczywiście!

Mówi się, że w każdej kobiecie skrywa się madonna i ladacznica. Najprościej opisać mi L’Agent sytuując je dokładnie na miejscu przecięcia tych dwóch postaci, czyli w najbardziej interesującym punkcie. Są uwodzicielskie, ale tajemnicze. Śmiałe, ale nie wulgarne. Mroczne, ale nie niebezpieczne. Fascynujące jak pociągłe spojrzenie chmurnych oczu Marlene Dietrich. Zmysłowe jak słynna scena Rity Hayworth z filmu Gilda, w której ściąga rękawiczkę, śpiewając „Put the Blame on Mame” („Zrzuć winę na Mame”). Jeśli szukasz perfum, które sprawią, że poczujesz się jak gwiazda film noir, poznaj się z L’Agent.

 

Perfumy dla femme fatale

To zapach dla miłośniczek mocnych wrażeń. Takich perfum nie powstydziłaby się żadna femme fatale. Wyobrażam je sobie jako bladolicą, czarnowłosą kobietę w ciemnym jak noc garniturze. Samym garniturze. No, garniturze i szpilkach. Włosy ma zaczesane gładko, ściągnięte tasiemką nad karkiem. Marynarkę zdobią satynowe wyłogi. Żadnej biżuterii, tylko mocny makijaż. Czerwone usta i paznokcie, czarna obwódka oczu. Oczywiście. Stuka palcami o blat stołu z gniewnym i groźnym wyczekiwaniem. Spod długich rzęs rzuca złowrogie spojrzenia. Rozchyla lekko usta i wzdycha, zaciąga się papierosem i powoli wypuszcza dym. W tle słychać szmer spokojnego jazzu, gwar wieczornej ulicy w wielkim mieście pełnym świateł i cieni. O tej porze zwłaszcza tych drugich. I dobrze, myśli sobie. W mroku czuje się lepiej.

Agent Provocateur L'Agent recenzja
Agent Provocateur L’Agent to zapach kremowobiały jak skóra Morticii Addams, a równocześnie czarny jak jej suknie.

Nie taki L’Agent straszny

Dużo w L’Agent kadzidła, dużo mirry. Dużo pieprzu na kremowej bazie. Sporo białych kwiatów, momentami gorzkich. Sporo ciemnej paczuli. Jest jednak w tej całej nieprzyjaznej na pozór mieszance coś przytulnego, ciepłego: ambra. Wśród kadzidlanego dymu wyczuwam też miękki ylang-ylang i mydlane piżmo. Gdzieniegdzie nieśmiało pokazuje płatki kobieca, czarująca róża. Dzięki tym kwiatowym, miękkim dodatkom zapach jest mniej niszowy, prostszy do noszenia. To kadzidło ugrzecznione, ucywilizowane, przeniesione ze świątyni do buduaru. Choć wciąż L’Agent nie jest ani łatwy, ani przyjazny. Ten kociak ma pazury!

To intrygująca, narkotyczna niemal kompozycja, która śmiało zająć mogłaby miejsce na wysokiej półce. Perfumy intensywne, dominujące, do tego bardzo trwałe. Czuć je wyraźnie, długo. Jak na zapach o tak niewygórowanej cenie, mają wręcz doskonałe parametry użytkowe.

 

Nuty głowy: artemizja, drzewo różane, arcydzięgiel, różowy pieprz, ylang-ylang
Nuty serca: geranium, róża stulistna, jaśminek wielkolistny, tuberoza, osmantus
Nuty bazy: paczula, drzewo sandałowe, ambra, bób tonka, czystek, mirra, kadzidło, piżmo

Twórca: Christian Provenzano

Rok: 2011

 

Podobają Ci się mroczne, wyraziste perfumy? Czujesz się w nich dobrze?

 


Komentarze

2 odpowiedzi na „Agent Provocateur L’Agent”

  1. Awatar Kath Leen
    Kath Leen

    od paru zaledwie dni poznaję ten zapach i oczarowuje mnie…otacza, otula, przenika…delikatny, kiedy indziej intensywny…z wyraźną nutą kadzidła i mirry, ale nade wszystko róży w objęciu przyjaznej paczuli…piękny zapach, bardzo mój… :)

    1. Twój komentarz przypomniał mi, że już dawno nie miałam go na sobie. :) Ostatnim razem był na mnie bardzo kremowy, trochę za bardzo — aż mu się stępiły te jego piękne pazurki, więc postanowiłam sobie zrobić przerwę. Ale pora spędzić z nim znów parę chwil w jakiś chłodny wieczór…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *