Bvlgari Goldea The Roman Night to cichy, zmysłowy zapach zainspirowany nocną wędrówką uliczkami Rzymu. Serce kompozycji stanowią kwitnące po zmroku kwiaty, które otoczono nutami dojrzałych owoców i czarnego piżma.

W 2015 roku na rynku pojawiła się ciepła, otulająca Goldea, w której pierwsze skrzypce grał ylang-ylang. Rok później dołączyła do niej romantyczna Rose Goldea, w której królowała róża. A w roku 2017 doczekaliśmy się kontynuacji linii w postaci Goldea The Roman Night — sensualnej woni, w której rządzi jaśmin. I powiem krótko, że co jedna, to ciekawsza. Pierwsza była poprawna, druga przyjemna, a trzecia? Ta ma w sobie coś intrygującego. Coś, czego jeszcze nie było.

Bvlgari Goldea The Roman Night

Flakon Bvlgari The Roman Night powstał z inspiracji rzymskim niebem w magicznym momencie zaćmienia słońca.

Marka Bvlgari określa ten zapach mianem nowoczesnego, kwiatowo-piżmowego szypru. Co to znaczy? Że nie zgadzają się nuty, ale zgadza się nastrój. Alberto Morillas zastąpił tradycyjny dla szyprowych kompozycji mech dębowy czarnym piżmem i paczulą. Czy to właśnie to czyni perfumy Goldea The Roman Night ciekawymi, czy może raczej nieograne jeszcze aromaty morwy i kwitnącego nocą jaśminu? A może to, że są wszystkie razem są jednocześnie kuszące i nieśmiałe? Wyobrażam je sobie jako bohaterkę dawnego czarno-białego filmu, która mimo odwagi, by włożyć sukienkę z dekoltem tak głębokim, że nie pozostawia wiele dla wyobraźni, wciąż rumieni się z uroczym zakłopotaniem na każdy komplement i zalotny uśmiech.

Bvlgari Goldea The Roman Night

Wokół szyjki buteleczki wije się wąż Serpenti, nawiązujący do słynnego motywu biżuteryjnego marki Bvlgari.

Ćśś…

Największym zaskoczeniem w spotkaniu z tymi perfumami było dla mnie to, że są tak ciche. Cała ta nocna otoczka, czarny flakon, nawet jaśmin i tuberoza w nutach — wszystko to sprawiło, że spodziewałam się po Bvlgari Goldea The Roman Night typowo wieczorowej ciężkiej i obezwładniającej woni. Dobiegł mnie jednak pachnący odpowiednik szeptu i, przyznam szczerze, odetchnęłam z ulgą. Zero ostentacji. To nie jest jednak zapach, którego nie poczuje nikt oprócz ubranej w niego kobiety. Choć bliskoskórny, pozostawia trwały ślad. Nie przypomina ciężkiego trenu, ciągnącego się za strojną suknią, tylko cieniutki muślinowy szalik powiewający na wietrze. Przejrzystą mgiełkę narzuconą na ramiona dla przyzwoitości, by można było powiedzieć, że są zakryte.

Ta delikatność, a zarazem uporczywość, czyni go pociągającym.

Bvlgari Goldea The Roman Night

Korek połyskuje jak świetliste kwiaty w sensualnym sercu kompozycji.

Spacer po zmroku

Nigdy nie spacerowałam po Rzymie nocą. Nawet nie lubię nocnych spacerów, ale jeśli już to wolę te spokojne, można by rzec — romantyczne. Kiedy w tle słychać szemrzące gdzieś w oddali samochody, stłumiony dźwięk muzyki i śmiech, a ulice zalane są ciepłym światłem latarni i parterowych okien. Nie lubię gwaru, tłumów i tak zwanej dobrej zabawy, szczególnie gdy wylewa się na miasto i szturmuje zmysły pragnących świętego spokoju przechodniów. Ale ten zapach tego nie robi, na szczęście. Jest jak smooth jazz sączący się dyskretnie przez szparę w drzwiach knajpy prosto na chodnik. Scena jak ze starego filmu Woody’ego Allena.

To ciekawe, bo Bvlgari Goldea The Roman Night kierowany jest do milenialsów (płci żeńskiej, dokładniej rzecz ujmując). W promującym zapach filmie reklamowym Bella Hadid nudzi się na poważnym koncercie na tyle, że bawi się smartfonem i psika się perfumami. Oczywiście nie jest to spot o dobrym wychowaniu, więc po krótkiej wymianie wiadomości bohaterka dokłada wisienkę na tort i ucieka, po czym w niebotycznych obcasach wspina się na dach do koleżanek, gdzie wspólnie oglądają film. Prawdopodobnie jestem za stara, by to do mnie trafiło, ale kompozycja trafia — i mocno trzymam kciuki, by spodobała się też młodym dziewczynom, do których jest adresowana, to w końcu odpoczniemy od wszędobylskich słodyczy o sile rażenia małej bomby.

Bvlgari Goldea The Roman Night

Ten zapach, zupełnie jak noc w mieście, jest ciemny, ale podszyty światłem.

Kwiaty kwitnące nocą

Goldea The Roman Night ma z miejską nocą wspólnego przede wszystkim to, że mimo ciemności nawet nie ociera się o czerń. Jest podszyta światłem jak niebo metropolii zajęte blaskiem latarni.

Kompozycję otwiera aromat dojrzałej morwy — jej owoce są miękkie i pełne słodkiego soku, który barwi palce na fioletowo. To najgęstszy, najbardziej esencjonalny fragment tej pachnącej historii. W kwiatowym sercu jest więcej przestrzeni i dopiero tutaj czuję przypisaną do nut głowy piwonię, gdzieś pomiędzy chłodnym jaśminem a wyniosłą tuberozą. Kwitnący nocą jaśmin to nie marketingowa sztuczka językowa, a nazwa wiecznie zielonego krzewu dekoracyjnego o niewielkich białych kwiatach, które po zmroku wydzielają intensywny słodkawy zapach. Tu na szczęście pomiędzy płatkami hula wiatr, czyniąc ich upojny aromat mniej oczywistym. W bazie najwyraźniej czuć miękkie piżmo, połączone z odrobiną paczuli i wetywerii. Trwałość Bvlgari The Roman Night jest przyzwoita i sięga 6-7 godzin, przy czym są to perfumy o skromnej projekcji.

 

Nuty głowy: morwa, czarna piwonia
Nuty serca: jaśmin kwitnący nocą, absolut tuberozy
Nuty bazy: czarne piżmo, paczula, wetyweria

Nos: Alberto Morillas

Rok: 2017

 

Znasz już Bvlgari Goldea The Roman Night? Jak podoba Ci się taka wizja nocnego spaceru rzymskimi uliczkami?