Bardzo, bardzo lubię skórzaną serię marki Memo. Pisałam już o pachnącym irlandzkimi łąkami Irish Leather, dziś opowiem o pachnącym afrykańską sawanną African Leather.

Przypominam sobie filmy przyrodnicze o sawannie, które oglądałam jako dziecko. Prawie pustynny krajobraz poprzetykany gdzieniegdzie kępami suchej trawy i baobabami skromnie okraszonymi liśćmi, popękana gleba. Żyrafy skubiące listki z czubków nielicznych drzew, czujnie strzygące uszami zebry i antylopy, masywne i majestatyczne słonie i nosorożce. Pośród nich — pustynne koty, wylegujące się na słońcu. Lwy z królewską grzywą, cętkowane lamparty. Powietrze stoi w miejscu, ciężkie. Czas płynie powoli, w oczekiwaniu na porę deszczową. Od czasu do czasu spokój burzy głód, budzący w drapieżnikach instynkt łowców. Strach przeszywa jak piorun stada roślinożernych zwierząt, potencjalnych ofiar. Rozpoczyna się pościg do krwi, do śmierci.

Spokojnie. W African Leather nie ma mroku, strachu i śmierci. Jest co najwyżej cień gałęzi lasów galeriowych, lekki podmuch wiatru przesuwający jasne chmury po niebie, domu palącego słońca. Jest złocista, gładka sierść leniwie przeciągających się dzikich kotów. Sytych, zapadających w półsen.

Memo African Leather

W Memo African Leather jest złocista, gładka sierść leniwie przeciągających się dzikich kotów…

Siesta na sawannie

African Leather to perfumy aromatyczne, z charakterem. Przy tym bardzo przyjemne, przyjazne i łatwe do lubienia. Z początku są przyprawowe, wytrawne i suche. Później stają cieplejsze i słodsze. Tłem jest gładka, subtelna skóra. Nie zmieniają się mocno i gwałtownie, ale ewoluują na podobieństwo ruchów gorącego powietrza. Rozmywając się, falując, zakrzywiając obraz. Poszczególne nuty znikają i pojawiają się na nowo, sennie przeplatają się ze sobą.

W pierwszych chwilach po aplikacji w nosie świdruje mieszanka kardamonu i wetywerii. Kardamon jest tu orzeźwiający i zdecydowany, ale nie tak zielony jak zwykle. Wetyweria jest sucha i wytrawna, troszkę cytrusowa i troszkę korzenna. Wkrótce dołącza do nich ciepły, miodowy szafran. Razem tworzą zaskakująco spójne trio, uzupełniają się wzajemnie i równocześnie kontrastują ze sobą. Całość intryguje jeszcze bardziej, kiedy przyprawy ciut cichną i w kompozycji pojawia się geranium. Świeże, słodkie jak na ten kwiat i odrobinę ziołowe. Bardzo podobnie pachnie geranium w kosmetykach John Masters Organics Geranium & Grapefruit. Skóra, obiecana w nazwie, nie dominuje w tych perfumach. Jest, ale nie narzuca się. Wyobrażam ją sobie jako skórę gładką, licową, o głębokim kolorze deserowej czekolady. Kumin, paczula, oud i piżmo praktycznie nie są wyczuwalne, może jedynie paczula i oud w postaci ciemniejszych odcieni tu i ówdzie. Kuminu, który najczęściej nie pachnie na mnie dobrze, obawiałam się niepotrzebnie.

African Leather nie jest bliskoskórny, ale raczej nie unosi się dalej niż na odległość ramienia. Nie ciągnie za sobą ogona, co mnie akurat odpowiada. Trwałość jest świetna, wielogodzinna.

 

Nuty zapachowe: bergamotka, kardamon, szafran, kmin, absolut geranium, paczula, akord oudu, akord skórzany, esencja wetiwerii, piżmo

Nos: Aliénor Massenet

Rok: 2015

 

Masz ochotę na wycieczkę na sawannę z Memo African Leather?