Lubię perfumy, które pobudzają moją wyobraźnię. Kojarzą mi się z czymś, oddziałują na zmysły.

Tak się złożyło, że ostatnio poznałam aż dwa zapachy, które przywodzą mi na myśl pyszne skojarzenia. Może nie zawsze dosłownie (lojalnie ostrzegam), ale jednak. Zeromolecole Biancolatte i Orto Parisi Seminalis są dla mnie jak… ciastka. Ten pierwszy przypomina mi kruche maślane ciasteczka, ten drugi — biscotti.

Zeromolecole Biancolatte i Orto Parisi Seminalis recenzja

Zeromolecole Biancolatte i Orto Parisi Seminalis recenzja: dwa pyszne, ciasteczkowe zapachy.

Maślane ciasteczko, czyli Biancolatte

Biancolatte od pierwszych chwil to zapach mięciutki, maślany. Jest jak ciasteczko, które trzeba delikatnie trzymać w palcach, bo przy najmniejszej nieostrożności może się pokruszyć. Gdy się je gryzie, pod brodę trzeba podłożyć spodeczek z dłoni, by wyłapać osypujące się okruszki. W ustach rozpływa się błyskawicznie. Nie jest ani za słodkie, ani za słone. W smaku niejednoznaczne: troszkę w nim masła, troszkę mleka, troszkę kokosa. Jeśli ten smak miałby kolor, byłby bladozłoty. By nie sięgać po następne i następne ciastka, trzeba napić się mocnej herbaty. Dać na moment zapomnieć kubkom smakowym o tej niebiańskiej przyjemności, której domagają się jak narkotyku i wciąż chcą więcej. Bo chyba nie tylko ja mam problem ze skończeniem deseru na jednym ciasteczku?

 

Seminalis, włoskie biscotti

Seminalis z początku jest bardziej szorstki, przez chwilę wręcz samczy. Przypomina mi włoskie ciasteczka biscotti (zwane też cantucci). Są dwa razy wypiekane i lepiej nie spożywać ich bez uprzedniego zmiękczenia w kawie, bo można połamać sobie zęby. W ich środku najczęściej znajdziemy grubo siekane migdały, ale zdarzają się i inne bakalie: orzechy, rodzynki, suszone morele. Najlepiej smakują z cappuccino z grubą pianką albo z latte. Tak, więc Seminalis jest jak biscotti – najpierw twardy, wytrawny aż do czerstwości. Odlegle czuć w nim mączny posmak, migdałowy pył, zasuszone na słońcu owoce. Bardziej to jednak obietnica niż rzeczywistość, aż nią się staną trzeba poczekać.

Tak jak biscotti pełnię swojego smaku osiągają po zanurzeniu ich w mlecznej kawie, miękną i przesiąkają pysznym latte, tak Seminalis potrzebuje przynajmniej kwadransa by złagodnieć. I im więcej dajemy mu czasu, tym bardziej łagodnieje, aż w końcu rozpada się w miękki niebyt pod nieboskłonem podniebienia. Jak ciastko.

Zeromolecole Biancolatte i Orto Parisi Seminalis recenzja

Biancolatte pachnie jak maślane ciasteczka.

Zeromolecole Biancolatte i Orto Parisi Seminalis recenzja

Seminalis przypomina włoskie biscotti (cantucci).

Nuty

Biancolatte ma nuty proste i smakowite, budują go wanilia, karmel, nuty maślane i sól. Łączą się zgrabnie w spójną całość, niczym składniki ciasta. Żaden z nich nie dominuje, wszystkie ze sobą współgrają. Jeśli chodzi o nuty wchodzące w skład Seminalis, marka ich nie podaje. Czy to dobre posunięcie, czy nie — możemy gdybać. Orto Parisi skutecznie utrudnia też zakup próbek (domyślnie perfumerie ich nie przygotowują, podobnie jak w przypadku marki Nasomatto), co w połączeniu z brakiem spisu nut i wysoką ceną flakonu jest odważnym posunięciem w czasach zakupów internetowych. Odważnym i niezbyt przyjaznym dla rzeszy klientów wybierających ten kanał zakupu, a czasem wręcz nań skazanych. Widocznie jednak się opłaca, skoro marki obstają przy swoim.

Ale wracając do Seminalis: jak mi te perfumy pachną możesz już sobie wyobrazić, mam nadzieję. Jeśli miałabym zgadywać nuty, postawiłabym na mleczne drewno sandałowe i słodkawą, kremową wanilię oraz oud, który nadaje mu trudniejszego charakteru niż to zwykle bywa u zapachów gourmand. Jaki to oud? Gumowy nieco, ale nienachalny. Zdaniem mojego męża Seminalis pachnie trochę jak „nadmuchany balonik wąchany z bliska”. Pewnie pachnie w nim jeszcze to i owo, odpowiedzialne choćby za lekką „orzechowość” jego oblicza tu i ówdzie, ale dla mnie najwyraźniejsze jest właśnie wspomniane trio. Z przewagą sandałowca.

 

Parametry

Zeromolecole Biancolatte i Orto Parisi Seminalis są oznaczone przez producentów jako unisex. Biancolatte ma jednak bardziej kobiecy charakter, Seminalis męski. W tym znaczeniu, że w pierwszym z nich może łatwiej będzie odnaleźć się kobietom, a w drugim – mężczyznom. Choć oba przystoją i paniom, i panom. Oba też charakteryzuje bardzo dobra trwałość i średnia projekcja. Ten pierwszy jest bardziej jednostajny, drugi łagodnie ewoluuje. Nie ma fajerwerków, nie ma zwrotów akcji. Jest wciągająca, przyziemna przyjemność. Biancolatte skomponowała Stefania Marzufero Boni w 2011 roku, Seminalis — Alessandro Gualtieri w 2016 roku.

 

Który smaczniejszy?