Jakie konie podobają Wam się najbardziej? Ja chyba nie umiałabym się zdecydować, ale dla wielu usobieniem końskiego piękna są konie czystej krwi arabskiej.

Nie da się odmówić elegancji ich subtelnej sylwetce: drobnej głowie, szlachetnej szyi, szczupłym nogom, niewielkiemu zadowi i wysoko uniesionemu ogonowi. Warto wspomnieć, że królowa piękności czystej krwi arabskiej — klacz Pianissima, pochodziła ze stadniny w Janowie Podlaskim. Zmarła nagle w październiku ubiegłego roku, ale w ciągu swojego 12-letniego życia stała się najbardziej utytułowaną klaczą w historii rasy.

Parfums de Marly Oajan recenzja (Pianissima, fot. Gosia Mąkosa)

Pianissima (fot. Gosia Mąkosa)

Choć z pozoru kruche, konie arabskie są wytrzymałe i szybkie. Choć gorącej krwi, to posłuszne i lojalne. Przekonanie o zaletach ich charakteru sięga zapewne legendy o proroku Mahomecie i jego wędrówce przez pustynię ze stadem koni…

Opowieść ta głosi, że dotarłszy do oazy po całodniowej tułaczce, prorok puścił spragnione konie luzem, by napiły się wody. Nim dobiegły jednak do źródła, przywołał je z powrotem do siebie. Na jego wezwanie powróciła piątka klaczy: Keheilan, Seglawi, Abeyan, Hamdani i Hadban (funkcjonują różne zapisy tych imion). Właśnie one, zwane później Al Khamsa, miały stać się pramatkami koni czystej krwi arabskiej. Stały się także inspiracją dla Parfums de Marly do stworzenia najszlachetniejszej linii ich perfum. Jak już się pewnie domyślacie, tytułowy Oajan (od Abeyan) do niej należy.

Parfums de Marly Oajan recenzja (Chaos Artemida, fot. Gosia Mąkosa)

Chaos Artemida (fot. Gosia Mąkosa)

Oajan, ciepły i kojący zapach końskiej przyjaźni

Ciężko było mi wybrać, o których perfumach Parfums de Marly opowiedzieć najpierw (bo na jednych pewnie się nie skończy), ale ostatecznie wybór padł na Oajan — zapach idealny na pluchę i szarość, czyli na teraz. Jest w tych perfumach ciepło, głębia i przyjemny rodzaj melancholii. Pachną niczym miód pitny! Ale nie ten, który przywodzi na myśl bożonarodzeniowe spotkania rodzinne u dziadków, tylko taki, w którego każdym łyku czuć historię tego trunku i echo wieków dawnych. Ma właściwości kojące i lekko odurzające, pozwala oddać się ciepłu i słodyczy, zapominając o codziennych troskach.

Wyobraź sobie, że po ciężkim dniu wtulasz twarz w gorącą szyję ukochanego konia. Zamykasz oczy, a on w przyjaźni opiera lekko głowę na Twoim ramieniu i cichutko pochrapuje, jakby chciał dodać Ci otuchy.

Parfums de Marly Oajan recenzja (Chaos Amir, fot. Gosia Mąkosa)

Chaos Amir (fot. Gosia Mąkosa)

Szarlotka i miód pitny

Oajan początkowo jest smakowicie słodki, jak szarlotka. Taka w amerykańskim stylu, prawdziwy apple pie. Drobno pokrojone jabłka z przyprawami, zapieczone z cynamonem i cukrem w kruchym cieście. Podane obowiązkowo na ciepło, z gałką roztapiających się waniliowych lodów i kleksem bitej śmietany na wierzchu. Taki efekt daje osmantus osłodzony miodem i obficie doprawiony cynamonem. W sercu pojawia się chropowata, gorzkawa nuta labdanum. Czuć mniej owoców, więcej aksamitnej fasoli tonka. Cynamon staje się wyrazisty, trochę szorstki. Jest nadal słodko i ciepło, ale bardziej i bardziej męsko.

Parfums de Marly Oajan recenzja (Eratyk, fot. Gosia Mąkosa)

Eratyk (fot. Gosia Mąkosa)

Kompozycja jest krągła i bogata, gęsta i dobrze zmieszana. Nic w niej nie kłuje i nie uwiera, męski i żeński pierwiastek szorstkości i słodyczy tworzą ze sobą spójną całość. Łaszą się i miękko oplatają. Oajan ma w sobie szlachetność i łagodność konia czystej krwi arabskiej. Jest wytrzymały i lojalny, utrzymuje się na skórze bardzo długo i unosi na dużą odległość. Niestety, tak jak w przypadku koni, ta szlachetność ma swoją (wysoką) cenę.

Producent klasyfikuje zapach jako męski/unisex. Myślę, że to właściwe przyporządkowanie. Powinien bowiem spodobać się panom, którzy lubią słodkie i ciepłe korzenne aromaty oraz paniom, które szukają cynamonowo-waniliowego zapachu z charakterem.

 

Nuty głowy: cynamon, miód, osmantus
Nuty serca: benzoina, labdanum, ambra, davana
Nuty bazy: paczuli, piżmo, wanilia, fasola tonka

Nos: Shyamala Maisondieu

Rok: 2013

 

Autorką zdjęć ilustrujących wpis jest Gosia Mąkosa, której bardzo dziękuję za zgodę na ich wykorzystanie. Więcej zdjęć możecie obejrzeć tutaj, warto!