Przegląd perfum Imaginary Authors, cz. II

w kategorii

Opowieści Imaginary Authors ciąg dalszy! Przypomnę, że to marka, która swoje perfumy traktuje jak książki. Każdy zapach to nowa historia.

Parę z nich już opowiedziałam, resztę — opowiem dzisiaj. Zapraszam na przegląd perfum Imaginary Authors, część drugą. Pierwszą część znajdziesz tutaj.

Przegląd perfum Imaginary Authors
Ze wszystki zapachów Imaginary Authors najbardziej zapadł mi w pamięć Cape Heartache. Polubiłam też Falling into the Sea, Slow Explosions, Yesterday Haze i Violet Disguise.

Falling into the Sea

„Złapana w wir jego słonych, cytrynowych ust, dryfowałam bezradnie w bezgłośnej, letniej nieświadomości”. — Nica Gala

Falling into the Sea to opowieść o wakacyjnym romansie u wybrzeży Zatoki Neapolitańskiej. O namiętności u progu dorosłości, zakończonej skokiem kochanka w otchłań i wykrzykiwaniem jego imienia w próżnię przy świetle księżyca. Nie znamy finału historii, nie wiemy, czy ten skok skończył się romantyczną kąpielą w zalanej srebrzystym światłem wodzie, czy raczej tragicznie — śmiercią chłopaka. Ale w ciepłej, cytrynowej woni tych perfum czuć tylko beztroskę. Skórę rozgrzaną słońcem, dojrzałe owoce, kwitnące kwiaty i ciepły, gorący piasek. To zapach owocowych drinków i sorbetowych lodów, zamawianych na plaży. Sama przyjemność!

Nuty zapachowe: cytryna, bergamotka, grapefruit, liczi, tropikalne kwiaty i ciepły piasek

 

Violet Disguise

„Ożywiona zuchwałym kwitnieniem wiosny, wyruszyła na ulicę niczym kwiat na wietrze”. — Lenora Blumberg

Pamiętasz Lenorę Blumberg? Przedstawiałam ją w opisie Yesterday Haze. Violet Disguise to opowieść o tym, jak sielskie jest życie na kalifornijskiej farmie — opowieść przeplatana zapachem dojrzałych śliwek, spadających na zieloną trawę, rozłupywanych na pół palcami i zjadanych na kraciastym kocu pod drzewem w popołudniowym słońcu. Tak pachną świeżo zebrane śliwki, ich żółto-zielone wnętrze, fioletowe skórki. Tak pachnie niesłodki kompot śliwkowy, śliwkowy drożdżowiec z babcinego pieca. To nostalgiczny zapach, trochę ciepły, a trochę chłodny. Trochę przytulny, a trochę niedostępny — w niuansach niedojrzałej zieleni. Łatwo go lubić.

Nuty zapachowe: śliwka, fiołek, suszone owoce, balsamowiec, ambra, wieczorne powietrze i miesiąc maj

 

The Soft Lawn

„Przeskoczyli przez płot Rezydencji Gubernatora, położyli się obok siebie na chłodnej, zielonej trawie kortu tenisowego i patrzyli w gwiazdy, wymyślając konstelacje, aż świt uzurpował sobie ich astralne imperium”. — Claude LeCoq

Są zbuntowani, albo po prostu rozkapryszeni. Urodzeni w bogatych rodzinach, wychowani w wyższych sferach — studenci Uniwersytetu Princeton. Zakradają się na kort tenisowy nocą i przyglądają się gwiazdom, leżąc na zimnej, zielonej trawie. Obrazek jak z amerykańskiego serialu dla nastolatków, prawda? Sweterki w warkocze od Ralpha Laurena i granatowe spodnie z logo Hilfigera brudzą się od trawnika, ale nie szkodzi, rodzice kupią nowe. My zachwycajmy się aromatem rosnących wokół drzew, ich ciemnozielonych liści i chropowatej kory, zapachem wilgotnej trawy i miękkiej ziemi — do rana… The Soft Lawn to gratka dla miłośników perfum zielonych, nieco ostrych. Nie ma tu cytrusów, nie ma słodyczy, są liście, trawa i gleba.

Nuty zapachowe: kwiat lipy, liść laurowy, liść bluszczu, wetyweria, mech dębowy, świeża piłka tenisowa i pokryty gliną kort

Przegląd perfum Imaginary Authors
Nie przypadły mi do gustu Bull’s Blood i A City on Fire, nie odnalazłabym się też w The Soft Lawn.

The Cobra & The Canary

„Pędziliśmy szybciej niż diabeł, kierując się na zachód do miejsca zwanego Wszędzie, byle nie tu”. — James Spundt

Znaleziona w starej stodole 1964 Shelby Cobra Roadster staje się dla dwóch młodych mężczyzn przepustką do wolności. Uciekają od życia na farmie i pracy na roli, kierując się w stronę torów wyścigowych. W obskurnych przydrożnych motelach, w nędznych barach i z przygodnymi dziewczynami wymyślają siebie na nowo. Każda przygoda to nowe imię, nowa osobowość. Ale ta droga prowadzi donikąd… The Cobra & The Canary pachnie rozgrzanymi oponami i ciemnym asfaltem, wysłużonymi fotelami samochodu, tapicerką przesiąkniętą papierosowym dymem. Za oknem mknącego autostradą samochodu czuć spaloną słońcem trawę. Te perfumy mają kolor sepii, jak blaknące wspomnienie z młodości za starej fotografii.

Nuty zapachowe: cytryna, irys, kwiat tytoniu, skóra, łąki z sianem i asfalt

 

Bull’s Blood

„Człowiek, który zabił, wie, czym jest pasja”. — Devante Valéreo

Bull’s Blood to opowieść o pisarzu, który wydał książkę, gloryfikującą walki byków i postać swojego ojca, pikadora — zakazano jej sprzedaży na kilka lat, ze względu na nieprzyzwoite treści. I, choć historia opowiedziana przez Imaginary Authors korridy nie pochwala, niesmak pozostaje. Sam zapach też jest niesmaczny, nie byłabym w stanie go polubić, nawet odrzucając na bok wszelkie skojarzenia z brutalnym zabijaniem zwierząt w imię tradycji. Tak, tak, czuć w nim oborę. Spocone zwierzęta, powoli przeżuwające posiłek, starą słomę pod ich kopytami. Przez niewielkie okienka nad ich rogatymi głowami wpada czasem woń róż, rosnących pod murem, i odbija się od metalowych prętów, odgradzających stado od zewnętrznego świata — od wyjścia na łąkę. To smutny naturalistyczny smrodek, który mógłby przypaść do gustu tylko wielbicielom intensywnych woni animalnych. Pozostałym nie polecam.

Nuty zapachowe: paczula, róża, korzeń kostowca, tytoń, czarne piżmo, bycza krew

 

Która historia tym razem zainteresowała Cię najbardziej? A może znasz już Imaginary Authors i masz swój ulubiony zapach tej marki?

 


Komentarze

9 odpowiedzi na „Przegląd perfum Imaginary Authors, cz. II”

  1. Awatar Dzień później
    Dzień później

    Zauważyłam, że w każdych z tych perfum jest jakiś nietypowy składnik (który może nieco zniechęcać): a to piłka tenisowa, a to asfalt, a to bycza krew. Moim ulubionym zapachem z tej firmy, i jednym z większych obecnych chciejstw jest Memoirs of a Trespasser – cudowna drzewna wanilia.

    1. To prawda, są różne ciekawe elementy. Najbardziej przypadły mi chyba do gustu składniki „wieczorne powietrze i miesiąc maj”, pobudzają wyobraźnię. :)

      Mhm, Memoirs of a Trespasser to gratka dla fanów ciekawej, ale przyjemniej wanilii.

  2. Ciekawa jestem który na żywo przypadł by mi najbardziej do gustu. Zakładam jedynie, że Bull’s Blood nie byłby jednym z nich :D

    1. Bull’s Blood ma w sobie coś… paskudnego, odstręczającego. Ciekawa jestem, ile osób go nosi? ;)

      1. Pewnie zdarzą się jednostki, które mają jakiś taki fetysz :D

  3. W końcu i ja przetestowałam te zapachy. Są ciekawe, oryginalne i takie inne. Najbardziej upodobałam sobie Slow Explosions i niewykluczone, że pokusiłabym się o flakon, ale… po dwóch godzinach zapach ze mnie dosłownie wyparował. Cóż, za takie pieniądze wypada się spodziewać lepszych parametrów, choć rzecz jasna nie wykluczam, że ktoś inny może się cieszyć niezłą projekcją i trwałością.
    P.S. Byczej Krwi nie dałam rady – dżisas, to prawdziwy hardcore!

    1. Masz Ci los, ale przynajmniej jest oszczędność. :) Slow Explosions to też jeden z moich ulubieńców, ale jakby miała wybrać flakon, chyba postawiłabym na Cape Heartache, bo jest na mnie taki… intrygujący bardzo. Niby nie mój, a jakoś przyciąga nos do nadgarstka.

      Haha. Racja, pełna zgoda co do Bull’s Blood. Nie zdrapałam go z siebie tylko z poczucia recenzenckiego obowiązku. Ale już nigdy więcej! ;)

  4. Awatar takitammotyl
    takitammotyl

    Bardzo niekonwencjonalne podejście do zapachów perfum :)

    1. Coś dla miłośników perfum i książek. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *