Grace Coddington to jedna z żywych legend świata mody. Była modelka i wieloletnia dyrektor kreatywna amerykańskiej edycji Vogue. Poznacie ją po burzy rudych włosów.

Pewnie jak wiele osób dałam się nabrać na to, że tym ognistym włosom musi towarzyszyć równie ognisty zapach. Może orient, może przyprawy? Tymczasem Grace najbardziej kocha zapach róż. Tak mocno, że w końcu postanowiła stworzyć ich własną perfumową interpretację. Pracowała nad nią wraz z marką Comme des Garcons. Zapach zamknięty jest we flakoniku w kształcie kota, kolejnej miłości Grace. Ja kocham i róże, i koty, więc obok Comme des Garcons Grace by Grace Coddington nie mogłam przejść obojętnie.

Pierwsze testy mnie zaskoczyły, ale też rozczarowały. Zapach wydał mi się znajomy i wtórny, wręcz nudny. Postanowiłam jednak wstrzymać się z osądem, dać sobie trochę czasu i wrócić do niego po przerwie, kiedy emocje opadną. Wywietrzyłam głowę ze wszelkich oczekiwań i w końcu spotkałam się z Grace ponownie, nie szukając podświadomie wyżej wspomnianego ognia.

Comme des Garcons Grace by Grace Coddington

Róża sportretowana w Comme des Garcons Grace przemokła przez sen. Budzi się z grymasem, ale szybko rozchmurza.

Śniadanie na trawie

Ognia w Grace nie ma, jest za to woda. Woda w postaci kropelek chłodnej rosy osiadłej na różanych płatkach. W otwarciu te perfumy pachną porannym ogrodem wspominającym nocną ulewę, suszącym się na delikatnym wietrze we wczesnym słońcu. Róża, na której przysiadł deszcz, jest bladoróżowa. Nieco kwaśna, trochę zmarzła w deszczu i wstaje z grymasem na twarzy. Oprócz niej czuć aromatyczną bazylię i miętę, rosnące nieopodal. Wypełniają swoim zapachem rześką i wilgotną przestrzeń, powoli opada mgła. W oddali, jakby z budzącego się domu, czuć zapach różowego pieprzu. Spowija kwiaty i zioła delikatną smużką.

Ósma, wychodzi słońce. Z impetem otwierają się drewniane drzwi, na ogród wypada nastoletnie dziewczę. W kwiecistej, zwiewnej sukience i różowych kaloszach. Z rozczochraną głową rudych loków, z rumieńcami na piegowatych policzkach. Dziewczyna rozkłada fartuszek na ławce pod domem i zabiera się za śniadanie. Smaruje ciepłe bułeczki grubo masłem i różaną konfiturą, w dużym kubku miesza herbatę z mlekiem. Zapach świeżego pieczywa zwabił nawet kota. Biały, puchaty mruczek ociera się przymilnie o właścicielkę z nadzieją, że i dla niego zaraz znajdzie się śniadanie. W ogrodzie robi się cieplej. Bazylia i mięta zajęły się sobą, ucichły. Budzą się za to kolorowe frezje i kwiaty brzoskwini, koleżanki róży. To ich wesołe, dziewczęce plotki i chichot tworzą serce kompozycji. Roześmiane kwiatowe nastolatki: róża, frezja, kwitnąca brzoskwinia. Oprószone różowym pieprzem i posiekanymi drobno listkami mięty. Jasne, niewinne i beztroskie.

 

Po prostu „ładnie”

Baza Grace jest podobna do serca. Zresztą, ciężko powiedzieć, by poszczególne etapy różniły się znacząco pomiędzy sobą — zapach ewoluuje nieznacznie, delikatnie. Początek jest najchłodniejszy, serce najbardziej kwiatowe, z kolei bazę przepełniają kosmetyczne białe piżmo i kaszmeran. Finał jest trochę syntetyczny, najmniej interesujący z całej historii. Dzieje się tu niewiele, są wspomniane wyżej piżmo i kaszmeran, są wymienione już kwiaty i jest szczypta różowego pieprzu. Wszystko razem jest rozmyte, uśrednione. Jasnoróżowe, w odcieniu nude. Delikatne, nieinwazyjne, zwyczajnie ładne. 

„Ładny” to przymiotnik najlepiej opisujący zapach od Grace Coddington. Nie jest ani szczególnie oryginalny, ani wybitny. Nie jest niszowy, nie jest ani trochę trudny. To woń, która większości osób wyda się i znana, i przyjemna. Różana, lekka, wręcz krucha. Łatwo ją lubić. Grace ciut przypomina mi Chloe Roses de Chloe (ta ich kwaskowatość!), nieco Lubin Grisette (podobnie sportretowana marokańska róża). Choć na początku te perfumy wydały mi się nietrwałe, po kilku testach stwierdzam, że wcale tak źle z ich trwałością nie jest. To woda toaletowa, więc całe dnie razem raczej nam nie grożą, ale na większość dniówki w pracy wystarczy. Przez pierwsze dwie-trzy godziny Grace unosiła się wokół mnie niczym pachnąca chmurka, później osiadała coraz bliżej skóry, stopniowo przygasając.

 

Nuty głowy: bergamota, mięta, bazylia, kardamon, różowy pieprz
Nuty serca: absolut marokańskiej róży, frezja, kwiat brzoskwini
Nuty bazy: wetyweria, kaszmeran, białe piżmo, bursztyn

Rok: 2016

 

Grace Coddington i delikatna róża… A to niespodzianka, prawda?