Gotowa na słotę i szarugę? Moje perfumy na jesień 2017 zajęły już zaszczytne miejsce na regale, skąd łypią na mnie zalotnie co rano, z nadzieją, że sięgnę właśnie po ten, a nie inny flakonik. W tym wpisie przedstawię Ci mój zbiorek.

Mimo że moja kolekcja perfum jest dość skromna (jak na perfumoholika), z reguły i tak nie trzymam wszystkich flakoników pod ręką. Na wierzchu zostają te, których w danej chwili używam najczęściej, a reszta wędruje do kartoników i grzecznie czeka na swoją kolej w specjalnym pudełku. Wraz z wrześniowymi chłodami przyszła pora na perfumową zmianę warty. Schowałam niemal wszystkie rześkie cytrusy i wiosenne róże, a wyciągnęłam zapachy, w których czuję przyjemne ciepło — i czasem trochę mroku.

Oto moje perfumy na jesień w 2017 roku podzielone na cztery kategorie: na dzień, na wieczór, na słodko i na… pocieszenie.

moje perfumy na jesień 2017

Od lewej: Bvlgari Goldea The Roman Night, Chanel Allure, Etat Libre d’Orange Remarkable People, Hermès Eau des Merveilles, Jimmy Choo Jimmy Choo edp, Priscilla Presley Indian Summer.

Perfumy na co dzień

U progu jesieni najczęściej sięgałam po szampański zapach Remarkable People marki Etat Libre d’Orange i słoneczny Allure od Chanel. Świetnie pasują mi na dni, kiedy jest trochę cieplej, podobnie jak Priscilla Presley Indian Summer — po tę buteleczkę nie zamierzam jednak sięgać zbyt często, bo jest dla mnie bardzo cenna (ze względu na sentymenty i piekielnie trudną dostępność). Z kolei gdy robi się chłodniej wybieram nowość od Bvlgari, zbierającą sporo komplementów, czyli Goldea The Roman Night. Kiedy nie wiem, w jaki zapach się ubrać, wybieram Hermès Eau des Merveilles lub Jimmy Choo Jimmy Choo edp.

moje perfumy na jesień 2017

Od lewej: Montale Aoud Night, Serge Lutens Santal Majuscule, Swiss Arabian Kashkha, Yves Saint Laurent Belle d’Opium, M. Micaller Royal Rose Aoud.

Perfumy na wieczór

Kiedy temperatura spada, w końcu z czystym sumieniem wyciągam z pudełek gęste, ciemne zapachy. Te o największej mocy noszę na co dzień dopiero zimą, ale i jesienią chętnie po nie sięgam wieczorami oraz w największe chłody. Aż trójka z nich to kompozycje z oudem, dwie — z oudem i różą. To mocny Montale Aoud Night i znaczniej lżejszy M. Micallef Royal Rose Aoud. Trzecią agarową kompozycją jest Kashkha od Swiss Arabian, której aromat kojarzy mi się z grzaną herbatą. Czasem kusi mnie też Yves Saint Laurent Belle d’Opium. Zwykle noszę go latem, gdy mocniej pachnie kadzidłem, ale lubię też jego zimową odsłonę w postaci miękkich suszonych owoców. Gdy mam ochotę na niespodziankę, psikam się Santal Majuscule Serge’a Lutensa, który za każdym razem rozwija się na mnie inaczej…

moje perfumy na jesień 2017

Od lewej: Dior Poison Girl edp, Cartier Baiser Fou, Prada Candy, Maison Francis Kurkdjian Grand Soir.

Perfumy na słodko

Nie jestem wielką fanką słodkich perfum, ale na zimne, szare dni nie ma nic lepszego. To pora na niezastąpiony Grand Soir marki Maison Francis Kurkdjian, który pachnie jak świeżo upieczone brioszki. Mimo początkowej niechęci, polubiłam się także z Dior Poison Girl, który nagle zaczął lepiej dogadywać się z moją skórą i czuję w nim mniej migdałów, a więcej różanego rahat loukhoum. Kiedy mam ochotę na karmel w eleganckim wydaniu, wybieram Prada Candy. Wydaje mi się, że tej jesieni swój czas będzie miał też zagadkowy Baiser Fou od Cartier.

moje perfumy na jesień 2017

Od lewej: Guerlain Aqua Allegoria Pamplelune, Ghost Ghost, The Vagabond Prince Enchanted Forest, Coach Coach edp.

Perfumy na pocieszenie

Gdy szarość ciągnie się zbyt długo, a za jednym ponurym dniem przychodzi następny, słodycze to za mało. Wtedy potrzebuję różowych okularów w płynie. Moim sprawdzonym poprawiaczem humoru jest grejpfrutowo-porzeczkowa Aqua Allegoria Pamplelune marki Guerlain. Od razu robi mi się lepiej, gdy noszę zaczarowany las The Vagabond Prince, czyli Enchanted Forest — zapach, który przywołuje wiele przyjemnych wspomnień, ale też apetycznie pachnie czerwonym winem. Skutecznym lekiem na wewnętrzną słotę są też u mnie kompozycje z konfiturową różą. W tym roku padło na słodki Ghost Ghost (podobny do nieodżałowanego Rose Absolue od Yves Rocher) i radosny Coach Coach the Fragrance.

Jesienna lista marzeń

W środku lata poznałam dwa zapachy, o których nie mogę zapomnieć: Olfactive Studio Close Up oraz Lubin Upper Ten For Her. Ten pierwszy to świetnie zmieszana kompozycja, w której można doszukać się wiśni, kawy, fasoli tonka i liści tytoniu. Drugi pachnie jak praliny z gorzej czekolady z malinowym musem. Parę tygodni temu przypomniało mi się też o złocistym, cytrusowo-waniliowym Cinema od Yves Saint Laurent. Wszystkie trzy wydają mi się bardzo jesienne i ostatnio myślę o nich coraz częściej, choć jeszcze nie podjęłam decyzji o zakupie. Na razie tylko kuszą.

A w jakich perfumach Ty planujesz spędzić jesień? Masz jakieś zakupowe plany albo marzenia?