Zachwycona białym Narciso, ale nie całkiem przekonana, że to zapach dla mnie, z niecierpliwością oczekiwałam jego czarnej wersji w koncentracji wody toaletowej i z nieco innym bukietem kwiatów. Liczyłam na to, że będzie bardziej mój. Miał pojawić się w czerwcu, jest już — i nie rozczarowałam się.

Narciso Rodriguez raczył nanieść na Narciso dokładnie takie poprawki, jakich sobie życzyłam. Męczącą dla mnie gardenię zamienił na piwonię, całość wyciszył, ale dodał jej pazurków. Narciso Rodriguez Narciso edt nie jest leniwie łaszącym się, puchatym, rasowym kotem o śnieżnobiałej sierści, przyzwyczajonym do pieszczot i smakołyków. Jest pręgowanym kotem-dachowcem. Oswojonym, ale nie do końca. Takim, który nie zapomina nigdy o tym, że w miękkich poduszeczkach łapek ma ukryte ostre półksiężyce, których w każdej chwili może użyć.

Narciso Rodriguez Narciso edt

Mały męski pierwiastek w Narciso Rodriguez Narciso edt przełamuje piękną, ale jednak stereotypową kobiecość wersji edp.

Ten mniej grzeczny brat

Nie sądzę jednak, żeby czarny Narciso namieszał w pachnącym świecie tak, jak biały. Przede wszystkim: jest drugi. Ta fantastyczna baza nie wzbudzi już takiej sensacji. Jest też mniej kobiecy, mniej czysty i miękki. Jest zmysłowy i cielesny, ale bardziej w ten brudny sposób, w który cielesny jest mój ukochany For Her edt. Jest mniej przyjazny, mniej puchaty, nie stara się przypodobać. Zgaduję, że będzie kapryśniej układał się na różnych skórach, przez co znajdzie mniejsze grono fanów, ale za to — wierniejszych. Na przykład mnie, ale do rzeczy.

W pierwszej godzinie po aplikacji kojarzył mi się się z różowym For Her edp. Róża ułożyła się na mnie bardzo podobnie, przypominając trochę konwalie. Nie konwalie perfumeryjne, zielone i mokre, ale te drobne białe dzwoneczki: chłodne, jasne i niepozorne, a jednak o intensywnej, kwiatowej woni. Parę groszy na pewno dołożyła tu piwonia, ale ciężko ją od róży oddzielić, działają w duecie. To właśnie na zmianę otwarcia czekałam najbardziej. Mocarny na mej skórze początek pełen gardenii u białego Narciso zbytnio mnie oszałamiał, ogłuszał. Ten jest o wiele łaskawszy, o parę tonów cichszy.

Narciso Rodriguez Narciso edt

Narciso edt jest mniej przyjazny, mniej puchaty niż Narciso edp, nie stara się przypodobać.

Piżmo i pieprzyk

Potem pojawiło się piżmo, piżmo typowe dla Rodrigueza. Jego miłośnicy na pewno nie będą rozczarowani. Zapach powoli stawał się tak kremowo-drzewny jak jego starszy brat. Podobny bliźniaczo, ale nie identyczny. Naszych bliźniaków różnią dwa szczegóły: ten ciut młodszy ma na policzku pieprzyk, a na czole drobną bliznę. Pieprzyk dosłownie, bo choć brak go w nutach, wyczuwam pośród tego kremu i drewienek szczyptę czarnego pieprzu. Może to figiel, który spłatała mi wetyweria? Bliznę metaforycznie, po prostu ten z braci ma trochę trudniejszy charakter, chodzi swoimi ścieżkami. A w jego perfumowym wcieleniu objawia się to tym, że momentami zawarty w nim cedr pachnie dość męsko, ochładza ciut tę kompozycję i dodaje jej przestrzeni. Choć bazę białego Narciso osobiście uważam za bezbłędną, to jednak baza czarnego jest idealnie w mym guście. Ta szczypta pieprzu, ten mały męski pierwiastek przełamują piękną, ale jednak stereotypową kobiecość wersji edp.

Trwałość, jak u poprzednika, więcej niż zadowalająca: ponad 8-9 godzin. Narciso edt jest lżejszy i trzyma się bliżej skóry.

 

Nuty głowy: bułgarska róża, piwonia
Nuty serca: piżmo
Nuty bazy: cedr, biały cedr, wetyweria

Rok: 2015

 

Który Narciso podoba Ci się bardziej, EDP czy EDT?