Inspiracją dla Bertranda Duchaufoura do stworzenia The Vagabond Prince Enchanted Forest był bezkres rosyjskich lasów, słowiańskie baśnie i święto zmysłów — Noc Kupały, inaczej zwane Sobótką. Ot, mówiąc oględnie, takie pogańskie Walentynki.

Noc Kupały przypadała na przesilenie letnie, czyli najkrótszą noc w roku: z 21 na 22 czerwca. Była świętem ognia i wody, słońca i księżyca, a także miłości i płodności. Nasi przodkowie rozpalali aromatyczne ogniska (dorzucali do nich zioła), wokół których bawili się, tańczyli i wróżyli do rana. Dziewczęta puszczały z nurtem rzeki wianki z zapalonymi łuczywami, a kawalerowie próbowali je złapać. Co szczęśliwsi łączyli się w pary i udawali się do lasu szukać perunowego kwiatu, znaczy: kwiatu paproci, który wg legendy miał kwitnąć raz w roku, właśnie wtedy. Choć śmiało możemy podejrzewać, że już wtedy doskonale wiedziano, że paproć nie kwitnie, a zakochani w lesie szukali szczęścia innego rodzaju.

Czy dawni Słowianie znaleźliby ucieleśnienie swojego miłosnego święta w The Vagabond Prince Enchanted Forest?

The Vagabond Prince Enchanted Forest

The Vagabond Prince Enchanted Forest to zaczarowany las pełen dzikich porzeczek.

W zaczarowanym lesie

Do zaczarowanego lasu wchodzę w długiej letniej sukience, boso, z pachnącym wiankiem na głowie. Pod stopami mam dywan miękkiego runa leśnego, od czasu do czasu czuję lekkie ukłucia igieł. Zostawiam coraz dalej za sobą światło ogniska, coraz głębiej zatapiam się w aromatyczną, ciemną zieleń.

Zaczynam biec. Zadzieram głowę wysoko i ponad czubkami drzew widzę czarne niebo, poprzetykane gdzieniegdzie błyszczącymi gwiazdami. Potykam się o wystającą gałąź, upadam na kolana, dłońmi zgniatam pojedyncze owoce czarnej porzeczki. Ale zamiast wstać, otrzepać się i ostrożniej wędrować dalej, zostaję skulona przy porzeczkowym krzaczku. Zmęczona i rozgrzana biegiem, łapczywie zjadam drobne, soczyste kuleczki, wyrwane spomiędzy aksamitnych liści. Syta, kładę się na posłaniu z mchu, igieł i liści. Z posklejanymi słodkim porzeczkowym sokiem palcami, wracam do patrzenia w gwiazdy. Przyglądam się, jak miesza się z nimi dym z ogniska i uniesione w górę echem śmiechy.

Henryk Siemiradzki, Noc świętojańska, 1892

Henryk Siemiradzki, Noc świętojańska, 1892

Po pierwsze: porzeczka

To wszystko, o czym wspominam wyżej, czuję w Enchanted Forest. Zielone igły jodły — na gałęziach nad głową i pod stopami, zmieszane z ziemią. Chłodny, wilgotny mech. Grzane wino z pomarańczą i przyprawami. Słodką wanilię. A przede wszystkim: czarną porzeczkę. Porzeczkę od stóp do głów, w każdej jej postaci. Od ciemnozielonych liści, przez drobne kwiaty, po soczyste owoce — te w jędrnej skórce, wiszące jeszcze na gałązce, te rozgryzane, te roztarte nieuważnymi dłońmi. Niby banał, prawda? A jednak, dzięki bliskiemu naturze wydźwiękowi, te nuty komponują się w pogańską pieśń zamiast popularnej piosenki. I w to mi graj.

 

Nuty głowy: różowy pieprz, aldehydy, słodka pomarańcza, kwiat czarnej porzeczki, liść czarnej porzeczki, głóg, rum, czerwone wino, rozmaryn, dzięgiel
Nuty serca: czarna porzeczka, kolendra, wiciokrzew, róża, goździk, wetyweria
Nuty bazy: opoponaks, syjamski benzoes, ambra, mech dębowy, jodła balsamiczna, paczula, kastoreum, cedr, wanilia, piżmo

Twórca: Bertrand Duchaufour

Rok: 2012

 

Jestem przekonana, że gdyby Leśmian znał The Vagabond Prince Enchanted Forest, nie pisałby o malinowym chruśniaku, a o porzeczkowym. Nie w słoneczny dzień, a w rozświetloną blaskiem ogniska letnią noc. Z palców na pachnącą ściółkę ściekałby krwisty sok owoców czarnej porzeczki, a nie różowych malin. Tylko słodycz byłaby ta sama, duchota, gorąc i bliskość.