Cytrusowe perfumy to zwykle nie moja bajka. Te, które tak naprawdę skradły mi serce, mogę wyliczyć na palcach jednej ręki. Atelier Cologne Pomélo Paradis udało się do tego grona dołączyć. Choć ma swoje wady, używam go z niekłamaną przyjemnością.

Jego największą zaletą jest dla mnie naturalność z jaką oddaje orzeźwiające, pobudzające właściwości cytrusów. W gorące dni, po zimnym prysznicu, uwielbiam się napić domowej lemoniady z solidną porcją kostek lodu i garścią listków mięty. Atelier Cologne Pomélo Paradis jest jak ta lemoniada. Pomelada właściwie, bo jej głównym składnikiem jest nie cytryna, a pomelo. Przejrzysty, niesłodki napój, który pobudza i dodaje energii, orzeźwia i gasi pragnienie.

Atelier Cologne Pomélo Paradis recenzja (fot. via foodiesfeed.com)

W pośpiechu i niezdarnie, spragnieni, wypijamy ukradkiem kilka łyków lemoniady prosto z dzbanka… (fot. via foodiesfeed.com)

Twórca zapachu starał się oddać aromat pomelo, łącząc nuty różowego grejpfruta i kalabryjskiej mandarynki ze słodką porzeczką. Przyznaję, że wyszło mu to nieźle. Otwarcie doprawdy przypomina rozkrajany, rozrywany na cząstki owoc pomelo. Wybucha orzeźwiająca zapachowa bomba, cytrusowa fontanna tryska w górę aż po sam nos, sok ścieka po palcach. Nie ma tam ani grama cukru, który nie pochodziłby z samego owocu, a i tego jest niewiele. Chciałabym, żeby ten moment trwał jeśli nie w nieskończoność, to przynajmniej o wiele dłużej.

Pomélo Paradis uspokaja się jednak bardzo szybko i po paru minutach po eksplozji zostaje nam w rękach parę pomelowych cząstek. Wrzucamy je do dużego szklanego dzbanka, dodajemy kostki lodu, dosypujemy hojnie miętowe listki i zalewamy wszystko schłodzoną już wcześniej wodą. Mieszamy. Pomelo i mięta uwalniają delikatny aromat, w połączeniu przypominający coraz bardziej grejpfruta. W tak upalny dzień kostki lodu topnieją szybko, na ściankach dzbanka jedna po drugiej pojawiają się drobne krople. W pośpiechu i niezdarnie, spragnieni, wypijamy ukradkiem kilka łyków prosto z dzbanka. Rześko! Jesteśmy w cytrusowym raju!

 

Jak w cytrusowym raju, ale…

Spokojnie nalewamy sobie szklankę lemoniady. Siadamy wygodnie na sofie, w wiklinowym fotelu na balkonie, na kocu w ogrodzie — gdziekolwiek, gdzie przez najbliższe pół godziny nabierzemy energii. Jak się zdaje wystarczającej, by sprostać nawet najtrudniejszym zadaniom. Pomélo Paradis nie pozwoli nam jednak długo usiedzieć w miejscu, delektując się błogim lenistwem, on poderwie nas do działania. I pięknie, mam tylko jedno zastrzeżenie. Zasadniczą wadą Pomélo Paradis jest dla mnie forma, jaką przyjmuje on w pełnym rozwinięciu. Suchawa, cierpkawa, gorzkawa. Zdominowana przez wetywerię. Nie czuję wcale irysa ani żywicy bursztynowej, a szkoda. Soczyste cytrusy stają się wspomnieniem, a zapach robi się płaski. Dzieje się to mniej więcej po trzech godzinach. Po czterech-pięciu godzinach nie czuję już prawie nic. Cóż. Czas na kolejne parę psiknięć.

 

Nuty głowy: różowy grejpfrut, kalabryjska mandarynka, czarna porzeczka
Nuty serca: kwiat pomarańczy, róża bułgarska, mięta
Nuty bazy: żywica bursztynowa, wetyweria, irys

Twórca: Ralf Schwieger

Rok: 2015

 

Myślisz, że Atelier Cologne Pomélo Paradis to zapach dla Ciebie? Podobają Ci się cytrusowe perfumy?